wtorek, 10 czerwca 2014

4. Wróciła stara Emilie

Sorki że tak długo nie było rozdziału, za dużo spraw na łbie i brak weny :(
Dobra, do roboty.
A wy do czytania!
...................................
                                                              4

                                                    *** Emilie ***

Obudził mnie jakiś przepyszny zapach. Otworzyłam oczy usiłując się podnieść z łóżka, usiłując..właśnie..mój ukochany Mikuś przygwoździł mnie do łóżka swoją ręką. Spał w najlepsze. Był taki słodki.. co ja gadam, jest słodki, jest uroczy i jest mój . Na same te myśli się uśmiechnęłam pod nosem, delikatnie zdjęłam z siebie jego rękę po czym wstałam i zabierając po drodze ubrania udałam się do toalety. Spojrzałam w lustro, nie wyglądałam tak źle mimo rozczochranych włosów. Nie miałam worów pod oczami ani nic, to pewnie dlatego że zasnęłam choć raz bezpieczna i z myślą o tym że następnego dnia obudzę się z Michaelem.
Z chłopakiem którego kocham nad życie. Zaraz..ja to naprawdę pomyślałam? KOCHAM GO?
Ej no, kocham go .
Nie myśląc już o niczym wyskoczyłam z ubrań i wbiłam do kabiny prysznicowej. Spłukałam całe ciało i zaczęłam je myć ulubionym żelem o zapachu czekolady i truskawki. Wyszłam i wytarłam dokładnie ciało i oczywiście ubrałam się.
Zrobiłam makijaż.







Prysnęłam się mgiełką o zapachu truskawki i wyszłam z łazienki. Michael oczywiście dalej sobie spał. Chciałam podciągnąć rękawki bluzy do góry...ale ...przecież specjalnie ubrałam długie ubrania by zakryć blizny. Eh..ciężkie życie moje. Zaśmiałam się pod nosem i wyszłam..Kierowałam się w stronę z której pochodził ten cudowny zapach naleśników z syropem czekoladowym. Weszłam do kuchni, gdzie zastałam Caluma z fartuszkiem i patelnią w ręce. Wybuchnęłam głośnym śmiechem ponieważ w prawie całej kuchni było ciasto na nalesniki a sam Calum...był cały w mące.
- Chciałem zrobić naleśniki no i-
- Oh daj to..- Założyłam na siebie czysty fartuszek i odebrałam od chłopaka patelnię.
Po 20 minutach naleśniki były gotowe a kuchnia czysta bo kazałam Calowi ją posprzątać. Gdy chciałam już zdejmować fartuszek, poczułam na sobie czyjeś dłonie. A do ucha ktoś mi zachichotał. Jak myślę, Michael.
- A czemu moja księżniczka uciekła mi z łóżka hmm? - Wymruczał mi do ucha całując mój policzek.
- Bo mój książe słodko spał a księżniczka musiała zrobić mu śniadanie - Odpowiedziałam dając mu całusa w usta. Oderwaliśmy się od siebie i poukładałam talerze na stole.
10 minut potem.
Naleśniki zjedzone, talerze posprzątane. Jest okej. Tylko co teraz robić?
Postanowiłam pójść sobie poleżeć gdy usłyszałam ciche syczenie..syczenie?
Odwróciłam się za siebie, zza ściany wychylał się Luke.
- Chodź no - szepnął znikając.
Tak więc poszłam do jego pokoju, usiadłam na skraju łóżka i spojrzałam na chłopaka.
- Emilie...wiem...wiem zjebałem, wiem nie powinienem tego mówić ale-
- Nie powinieneś..- potwierdziłam.
- Daj mi dokończyć, jak myślisz dlaczego to wszystko robię? Dlaczego zniechęcam Mika do Ciebie?
- Bo mnie nie lubisz, to proste. - Wzruszyłam ramionami jakby była t najbardziej oczywista rzecz na świecie, lecz naprawdę strasznie to bolało. Być nieakceptowana przez przyjaciela chłopaka..
- Nie! Lilie naprawde myślisz że Cię nie lubie? Eh...- Westchnął cicho przybliżając się do mnie. - Podobasz mi się..w chuj.
- C-co kurwa? - Zrobiłam minę typu " Are you fucking kidding me"
- To kurwa. Odkąd CIę zbaczyłem..to wszystko dzieje się tak cholernie szybko. Zawsze były tylko laski na ruchanko i do widzenia..
- Wyrażaj się prosze - Upomniałam.
- Dobra dobra, zawróciłaś mi w głowie. Jesteś taka inna..tak strasznie inna od tych tapeciar w okół.
- Luke. teraz ja.. Rozumiem że CI sie podobam, ale.. ja kocham Michaela, a on chyba mnie.. Nic między mną a Tobą nie będzie..nic prócz przyjaźni . Tylko tyle potrafię Ci dać. Nic do Ciebie nie czuje..
- Rozumiem, dlatego chcę Cie kurewsko przeprosić za tą akcje z Michaelem ... To było z zazdrości, cholera..- Podrapał się po karku.
- Jest okej, - Uśmiechnęłam się przytulajac chłopaka.
- No  i zajebiście - Powiedział a ja się zaśmiałam i wstałam.
- Spadam polezec , siema - Wyszłam machając ręką. Luke, typowy wulgarny chłoptas.
Weszłam do pokoju Michaela i zamkniętymi oczami walnęłam się na łóżko., Ciut zabolało bo wylądowałam na czymś co jest miękkie i twarde równocześnie. Usłyszałąm chichot a już po chwili nade mną wisiał roześmiany Michael.
- I co ja mam z Tobą zrobić księżniczko? - Puścił do mnie perskie oko na co wybuchnęłam śmiechem.
- Nic, spać. - Wystawiłam mu język.
- Chyba kpisz.. po tym co mi zrobiłaś? A moje plecki takie wrażliwe..oj - Skrzywił się.
- Nie przesadzaj, jestes już dużą dziewczynką - Powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- Ja dziewczynką? No i dobra, pff - Położył się obok mnie odwrócony do mnie plecami krzyzując ręce. Typowy foszek.
Usłyszałam cichy płacz. On płacze? Już po chwili zrozumiałam o co chodzi. Myśli że uwierze że on płacze? Hahaha, dobre. Położyłam rękę na jego torsie i przybliżyłam się do niego.
- Myślałam że coś będzie ale widzę ze trzeba Cię tylko i wyłącznie pocieszyć ..- Powiedziałam z udawanym przekąsem.
- Ejej, już mi lepiej - Znów wisiał nade mną całując moją szyję przechodząc co raz wyżej.
Usłyszeliśmy chrząknięcie i na raz oderwaliśmy się  od siebie. W drzwiach stał Ashton z kpiarskim uśmieszkiem.
- Chciałem zakomunikować państwu iż dzisiejszego wieczoru odbędzie się w chuj zajebista impreza w pubie " Ambix " i jesteście na nią zaproszeni. Macie być gotowi na dole o 20, także zdążycie się jeszcze bzyknąć. Żegnam . - Wyszedł.
Oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Idziemy? - Zapytał.
- Idziemy.

SORKA ZE TAK KRÓTKO ALE SERIO NIE WIEM JUŻ CO DALEJ. WENA XD BRAK MI JEJ:( HAHAHHA
















sobota, 26 kwietnia 2014

3.

Michel kucnął przede mną patrząc na moje ręce. Sprawdzał czy mam jakieś siniaki. Tak myślę.
- I znowu ratuje ci dupe księżniczko - westchnął cicho.
Nie potrafiłam opanować już płaczu.
- Księżniczko? Ty płaczesz? - zdziwił się. Tak, przecież to takie dziwne że księżniczka też ma uczucia.
Że ją też boli.


Pomińmy te wszystkie scenki z powrotem do domu. Do domu Michaela. Znowu.
Pomińmy też to ile łez wypłakałam...ile razy Mikey mnie przytulał i uspakajał . Ile razy denerwowała mnie myśl dlaczego nie potrafię puścić jego mokrej od moich łez koszuli. Ile raz-
- Emilie.. - Usłyszałam nad swoim uchem. Leżałam na ogromnym jak zawsze ładnie pachnącym łóżku Michela.
- No? - mruknęłam nie odrywając twarzy od poduszki.
- Myślę że powinnaś...powinnaś coś zjeść - Dziwne, Michaś się jąka. Coś jest na rzeczy.
- Myślenie nie jest chyba Twoją dobrą stroną..
Wyobrażałam sobie jak wściekłą minę musiał w tym momencie zrobić. Zapewne zacisnął usta w wąska linię, ścisnął pięści , jego oddech znacznie przyśpieszył a po głowie chodziła mu myśl: pierdolnąć jej w ryj czy nie pierdolnąć. Gdyby wybrał to pierwsze, nie mam nic przeciwko. Nic już mnie nie zdziwi w tym popieprzonym świecie.
- Jeśli zmienisz zdanie , zejdź na dół. - Powiedział oschle i wyszedł lekko trzaskajac drzwiami.
Cicho prychnęłam. Po chuj to wszystko? Po chuj moje życie? Po chuj ja żyje? Może jestem tylko błędem?
Może miałam być kimś innym..a może po prostu nie powinnam się urodzić?
Przecież równie dobrze mogłoby być tak że ..tatuśkowi pękła gumcia, lub w ogóle jej nie ubrał.
Mogłam nie być w planach. Pewnie nie byłam. Poczułam delikatny skurcz w brzuchu. Cholera, akurat teraz? Chyba jednak przejdę się na dół. Wstałam z łóżka poprawiając włosy , nasunęłam na stopy swoje czarne conversy i już zamykałam drzwi..już stałam przed schodami gdy do moich uszu dobiegła czyjaś rozmowa.
- I co Mikuś, bzyknąłes ją już? Dobra jest? Ojebała Ci kolbę? Jeśli tak to też chętnie ją wypróbuje - Słyszałam czyjś głos. Znajomy..to był..Luke? Przecież to niemożliwe. On taki nie jest..przynajmniej, tak mi się wydawało.
- Daj spokój Luke, ty tylko o jednym..- Michael westchnął cicho.
- Powiesz mi ze ty niby nie?  Więc jak?
- Nie, nie przeruchałem jej JESZCZE. - Słowo " jeszcze" specjalnie podkreślił. Co to miało znaczyć? Mam się czegoś spodziewać? Co on sobie wyobraża? To wszystko po to żeby mnie ..Boże..jaka ja głupia byłam.
- To sprężaj się z tym..nie tylko ty o tym myślisz - Luke zaśmiał się.
- Na razie nie da rady, sam widzisz w jakim jest stanie..krok po kroku - Michael zaśmiał się cicho.
O nie. Wycofałam się do pokoju. Usiadłam na łóżku chowając twarz w dłonie. Poczułam że moje ręce robią się mokre. Od łez? No nie, znowu te cholerne łzy. Dlaczego mnie to wszystko spotyka?
Niewiedząc co robić weszłam do łazienki, spojrzałam do lustra.
- Cześć naiwna księżniczko - prychnęłam sama do siebie patrząc w swoje odbicie w lustrze. Czarna kropla łzy spływała mi po policzku..tusz się rozmazał, wszystko się rozmazało. Gówno mnie to obchodzi, chce zniknąć.
Otworzyłam szufladkę pod lustrem, znalazłam w niej damski perfum....żyletki...stanik?...maszynke do golenia. Chwila chwila...cofnijmy się. Żyletki?
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Cześć moja przyjaciółko, musisz mnie wesprzeć..potrzebuje twojej pomocy. Ty jedna mnie rozumiesz - łkałam do żyletki uśmiechając się jak psychicznie chora osoba.
Zdjęłam z siebie bluzkę, i spodnie. Zostałam w samej bieliźnie. Weszłam do kabiny prysznicowej. Usiadłam w jej kącie, przygryzając wargę. Pociągnęłam żyletką po nadgarstku, ta cholerna przyjemność..ten ból...ten smak i widok. Zrobiłam kolejną piękną kreskę. Na obydwóch pojawiły się małe czerwone kropeczki które z każdą sekundą robiły się coraz większe i coraz bardziej wyraziste .
Czas na coś więcej niż tylko głupie ręce.. Kolejną grubą linie zrobiłam na udzie, to samo na drugim.
- To za twoją cholerną naiwność Emilie .. - szepnęłam. Żyletką wyryłam krzyż na obojczyku, syknęłam z bólu przygryzając mocno wargę . Poczułam ten słony smak krwi w ustach.
- To za to że mu zaufałaś..- Kolejna na ramieniu - Za to że nie potrafisz nic zrobić...głupia nieudacznico - Ostatnie bardzo mocne pociągnięcie na nadgarstku, prosto na żyle. - To za to ze żyjesz suko! - krzyknęłam dławiąc się własnymi łzami. Płakałam tak bardzo...tak bardzo mocno. Czułam się coraz słabsza i mniej widoczna. Pociągnęłam za prysznic , włączyłam go i spryskałam swoje ciało, syknęłam . Uwielbiam zadawać sobie ból, boli coraz bardziej. Szczypie jak cholera. Chcę umrzeć. Tyle cierpienia w ciągu głupich osiemnastu lat, w życiu nie pomyślałabym ze mogę czuć się gorzej niż wtedy gdy dostawałam po twarzy od ojczyma . Czy wtedy gdy moje ciało było bezczelnie obmacywane ..tak samo przez tego chuja.
Po co to robisz? w mojej głowie odzywał sie nieznany mi głos. Jak to po co? Po to by zapomnieć..
O czym chcesz zapomnieć? O tym ze żyje..że czuje. To głupie. Nie dla mnie. Jak chcesz..
Przez całe moje pieprzone życie posługiwano się mną jak zabawką, wszyscy myśleli że nie mam uczuć. Że nie czuję zadawanego mi bólu, że nie wiem jak to jest kochać.. że ja nie cierpię. Że jestem jebaną lalką porcelanową. Szkoda tylko ze nikt nie wiedział że gdy taką lalkę zbyt mocno się potraktuje...ona pęka, niszy się od zewnątrz.. kończy się na środku ..kończy się nadzieja, nie da się odratować takiej lalki. Robi się brzydka i zniszczona, czują że jej nie potrzebują więc wywalają ją do kosza..lub po prostu odstawiają na bok i zapomniają. To takie przykre..
Ja ciągle myślę w pełni. Otworzyłam oczy po to by zaraz je zamknąć, ale po co? Otwieram je znów. To co właśnie mnie otacza jest piękne i prawdziwe, wyraża dużo uczuć. Wyraża to co czuję JA. Nikt inny.
Zaparowane szyby które można przywrócić do normalności tylko od środka. Wszędzie krew zmieszana z wodą, zmieszana i zagubiona. Niedobrze mi, tak bardzo mi niedobrze . Odpływam..nic już nie wiem, nic nie widzę...nic nie słyszę. Umarłam? Chcę otworzyć oczy nie mogę.. coś mnie oślepia, czuje czyjeś zagłuszone krzyki i nawoływanie mojego imienia. To wszystko ta bardzo ode mnie się oddala..odchodzi..Zniknęło. Ja zniknęłam. Nie Emilie, pewna część ciebie zniknęła, ale ty jeszcze jesteś.

Biegłam przed siebie, nie wiem po czym na czym i gdzie. Co chwile coś się zmieniało, wszystko wokół wirowało. Raz było ciemno i ślepo a raz zbyt jasno, także ślepo. W końcu przede mną ukazała się ogromna łąka, dwukolorowa. Była przedzielona na dwie części. Jedna cała szara..ciemna..spustoszała, brzydka.. zniszczona i spalona. A druga? Piękna, kolorowa, żywa.. pełna energii . I życia.
O co chodzi? Jestem w niebie? Czy może się naćpałam?
- Emilie kochanie, od ostatniego razu ..4 lata temu.. bardzo się zmieniłaś. Obserwowałam cię przez ten cały czas, byłam zawsze przy tobie, wiem co się działo..wszystko widziałam, cały czas czuwałam. Ale nic więcej nie potrafiałam zrobić. Nie mogę się zmaterializować choćbym bardzo tego chciała, lecz nie o tym mowa. Musisz wybrać swoją ścieżkę skarbie - słyszałam bardzo mi znajomy i stęskniony głos. Babcia..
- Babciu? to Ty? gdzie jesteś? - rozglądałam się dookoła.
W końcu ujrzałam posturę starej kobiety o jasnej cerze. To babcia..moja babcia która opuściła mnie 4 lata temu. Dokładnie wtedy wszystko się zmieniło. Matka poznała ojczyma.. on się wprowadził..udawał że wspiera kiedy naprawdę niszczył mnie pod każdym względem.  Kobieta podeszła do mnie i ujęła moją twarz w swoje pomarszczone lecz ciepłe dłonie.
- Musisz wybrać..- uśmiechnęła się do mnie ciepło, pocierając kciukiem moje policzki.
- Ale co? - szepnęłam.
- Spójrz - odwróciła się do mnie tyłem wskazujesz na ciemną część łąki. - Jeśli pójdziesz tam, wybierzesz śmierć...znikniesz lecz będziesz przy mnie. Zaś jeśli pójdziesz tam - teraz pokazywała tą piękną łąkę - Wrócisz do życia, obudzisz się, rozumiesz.. Masz mało czasu, wciąż walczysz o życie które w tej chwili znajduje się w twoich rękach. Sama zdecydujesz czy chcesz żyć.
- Nie chcę. - Powiedziałam stanowczo - Nie mam po co..
- Kochana, masz! Wiem że bardzo cierpisz, ale wiem też że mama cię bardzo kocha i nie wytrwa bez ciebie.. musisz żyć. Teraz cierpisz, ale to wszystko odnajdzie swój koniec. To się skończy, obiecuję ci to. Przysięgam. W końcu na wszystko przychodzi czas. I na cierpienie, odnajdziesz się w świecie. Odnajdziesz prawdziwe szczeście, nie będziesz tkwiła w tym bagnie co teraz.. - Wciąż mówiła. - Jesteś zbyt młoda kochaniutka. Masz dużo czasu..
- Chcę być przy tobie babciu - powiedziałam.
- Oj kochana.. jeszcze ze mną się nasiedzisz, kiedyś i na ciebie przyjdzie czas.. ale to bardzo odległe kiedyś. Potem będziesz ze mną bardzo długo. Nie martw się o to.. masz mało czasu pamiętaj. Kocham cię wnusiu - zniknęła.. gdzie ?
- Babciu! - krzyknęłam podążając za oddalającą się poświatą. - babciu zaczekaj, nie jestem pewna! - Stanęłam. Będę żyć, zrobię to dla babci. Bez zastanowienia weszłam na piękną stronę . Wszystko zaczęło się poruszać i  trząść. Moja głowa..boże ale boli. Wszystko nagle zgasło i ucichło. Znajdowałam się w pustce.
- Emilie Darcy Walker... jesteś pewna swojego wyboru? - Usłyszałam mocny zniekształcony głos.
- Tak.
- Więc walcz ..- obudziłam się.

- Księżniczko - usłyszałam . Ktoś trzymał mnie za rękę. Otworzyłam oczy. Michael. Autmatcznie wyrwałam rękę z jego uścisku. Kurde, błąd. Zabolało.
- Ałłłł - syknęłam.
- Nie ruszaj się, jesteś cała...pocięta - powiedział zmartwionym głosem. jasne, na przedstawienie. Póki co jestem nie do dyspozycji , nie porucha. Przykro.
- Wyjdź - powiedziałam szorstko.
- Dlaczego?
- Po prostu wyjdź, zostaw mnie w spokoju. Co ja ci takiego zrobiłam żebyś traktował mnie tak podle? Nienawidzę cie.. - szepnęłam przez łzy. Jezu znowu ten płacz.
- O co ci kurwa chodzi? - podniósł się.
- O gówno, myślisz że nie słychac było twojej rozmowy z tym blond-zjebem Lukiem? - krzyknęłam słabo.
Chłopak przeczesał ręką włosy wzdychając.
- Co? teraz dłużej będziesz udawał aniołka by przeczekać ten mój... bolesny okres a potem mnie przelecisz i zostawisz?
- Nie tak...nie tak bym się ..nieważne - usiadł z powrotem - zapomnij o tym.
- Nie, o takich rzeczach nie można zapomnieć. To Twoja wina ..
- Emilie... nie powiedziałem niczego złego, Luke to.. on.. on lubi dziewczyny, nawet bardzo. Ale tylko na jedną noc, nie jestem taki jak on. No..to znaczy kiedyś byłem. Do czasu aż cię poznałem. Odmieniłaś coś we mnie, przez ciebie czuje się inaczej. To..to jest  - Niemożliwe. Michael się jąkał. - Bardzo dziwne, ale czuje że .. Kurwa , prościej mówiąc. Ciągnie mnie do ciebie, bardzo cię lubię..nawet bardziej niż bardzo..heh - zaśmiał się - Nie moge pokazać Lukowi ze się zmieniłem, wyśmiałby mnie. Wszystko krok po kroku, księżniczko obiecuje.. przepraszam za to jak bardzo cię skrzywdziłem. Wiem że to wszystko przeze mnie, przezemnie o mało nie umarłaś. Przepraszam za wszystko, totalnie za wszystko. Żałuję tego, nie wiesz nawet jak bardzo. Wiem że nie chcesz mnie znac, nie chcesz mnie widzieć. Ale ja nie odpuszcze...nigdy.
Zależy mi na TObie.
- Mi na Tobie też...Michel - uśmiechnęłam się słabo, chwytajac jego dłoń w swoją.
- To znaczy ze..? - Popatrzał na mnie z nadzieją.
- Wybaczam Ci , przepraszam za tą scenkę.. - Poddałam się, pomimo tego że dalej byłam zła na niego wybaczyłąm mu. Nie wiem dlaczego, może dla świętego spokoju? Jednak czuję że zależy mi na nim.
Przez to wszystko zapomniałam wspomnieć że leżę pod kroplówką w szpitalu.
- Kiedy stąd wyjdę? - zapytałam.
- Pojutrze.. - westchnął - Muszę się już zbierać księżniczko, odwiedzę cię jutro - wstał , pocałował mnie w czoło i wyszedł. Super.

                                                             & Michael &

Szłem do góry po to by sprawdzić co z moją księżniczką. Nie było jej w pokoju więc wszedłem do łazienki. To co zobaczyłem zbiło mnie totalnie z tropu. Doskonale wiecie co widziałem. Chciałem tylko powiedzieć że to było straszne.... nawet głupi Luke się martwił. Dobre nie?
Nigdy więcej czegoś takiego.

 **** 2 dni później ****
- Masz już wszystko? - Calum zapytał łapiąc w ręce moją torbę. Skinęłam głową. Wyszliśmy.
Po paru minutkach byłam juz na miejscu, pod domem Michaela. Sam zadecydował że koniecznie muszę zostać u niego na pare dni i dojść do siebie.
Nie sprzeczałam się bo nie miałam na to siły.


Leżałam razem z Michelem na łóżku. Leżałam w samej bieliźnie, po kąpieli..nie wstydziłam się tego. Nie ma po co, przecież i tak już widział mnie pół nagą. Jedyne czego w tym momencie się wstydziłam do tych cholernych blizn.
- Cięłaś się już wcześniej? - Michael nagle wypalił, przerywając tą niezręczną ciszę.
- Tak.
- Dlaczego to robisz?
- Blizny na moim ciele to mój pamiętnik .. - szepnęłam wtulając się w tors chłopaka. Odwrócił mnie na plecy tak że teraz to on przywierał swoim ciałem do mojego. Czułam jego oddech na szyi, jest ciepło zapach i bliskość.
- Nigdy więcej tego nie rób - pocałował mój obojczyk z wyrytym krzyżem.
- Nie zrobię - pocałowałam go w usta. Sama nie wiem dlaczego. Przecież nie byliśmy parą czy coś w tym stylu.
- Obiecujesz? - spojrzał mi w oczy.
- Obiecuję - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Śpij już księżniczko - pocałował mnie delikatnie lecz czule. Tak jak tego chciałam. - Moja księżniczko - dodał zamykając oczy i wypuszczając powietrze.






************************
Z początku byłam dumna z rozdziału, lecz na końcówce się zawiodłam:(
Miało być ciut inaczej, ładniej. Ale nie mam już siły i ochoty by ciągnąć to dalej. Boli mnie głowa. Więc chyba odpuszczę, kolejny rozdział? Nie wiem kiedy. Komentujcie obserwujcie , czytajcie:)

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

2.

- Zostaniesz u mnie. - Powiedział biorąc mnie na ręce. Nie rozumiem, przecież umiem chodzić. Ale nie odzywam się żeby go jeszcze bardziej nie zdenerwować.
Wsadził mnie do auta na miejsce pasażera. Sam wsiadł przed kierownicę i odpalił samochód.
Przymknęłam powieki. Za dużo wrażeń jak na dzisiaj..najpierw ten pies, potem woda, omało nie tracę życia. Denerwujące Michael, malinka, potem ojczym a teraz ratujący mnie Michael. On cały czas zmienia nastrój. Nie rozumiem go. Raz się go boje a zaraz potem nie chcę go puścić..powoli odpływałam...
Zasnęłam.



Obudził mnie delikatny powiew wiatru i coś rażącego..w skórę..w oczy. Słońce? Wiatr? Otworzyłam oczy.
Leżałam na puchatej miękkiej pościeli w ogromnym , pieknie pachnącym łóżku. Czuje jego zapach..to jego pokój? Ej, co ja tu robię? 
 Przypomniała mi się wczorajsza sytuacja. Ano tak.
Spałam w majtkach staniku i koszulce. Zauważyłam to dopiero gdy zeszłam z łóżka. To koszulka Michaela. Tak sądze. Napis "Slipknot" . Całkiem dobry zespół, z resztą co mnie to teraz obchodzi.
- Gdzieś się wybierasz księżniczko?- Usłyszałam czyjś zachrypnięty głos. Normalnie nie poznałabym . Ale po słowie " księżniczko"  można wywnioskować tylko jedno, Michael. Uśmiechnęłam się lekko.
- Spałeś ze mną w jednym łóżku ?  - Zapytałam zdziwiona. No troche nie halo co?
- A nawet gdyby to co? Przeszkadza Ci to w czymś?
- Koleś, znamy się zaledwie dwa dni. - Przewróciłam oczami. O dwa dni za dużo.
- And ? - Znów ten jego słodki usmiech.
- Spałeś tu.. czy nie?
- Nie. - Podniósł się z łóżka.
- Więc co t-
- Patrzałem jak śpisz.
- Jesteś psychiczny?
- Nie. Po prostu wyglądasz pięknie kiedy śpisz. To tak samo jak człowiek wpatruje się w swojego szczeniaka* jak śpi. - Prychnął.
Zaśmiałam się. Ale ma porównania.
- Masz - podał mi torbę z ubraniami. Tak sądzę.
Zajrzałam do środka. Tak, ubrania.
- Skąd? - Spojrzałam na niego gdy już szedł w stronę drzwi.
- Ta wiedza odmieni coś w Twoim życiu  ? - mruknął zamykając za sobą drzwi. Super. Witamy znów starego Michaela.
Ubrania w stylu...rockowym. Mmm, lubię.
Weszłam do łazienki gdzie wzięłam ciepły prysznic. Wreszcie. Wyszłam i wysuszyłam ciało.
Wyciągnęłam z torby bieliznę którą założyłam, czarna jak wszystko co znajdowało się w tej torbie.
Nałożyłam na siebie ubrania . Zauważyłam na bluzce i czapce metkę. Zapomniał odciąć?
'Matko..sama czapka za 99zł a bluzka za 299 .. czyli jednak był w sklepie.
Założyłam biżuterię, na końcu torby znalazłam tusz do rzęs, błyszczyk i podkład. O jak miło.
Skorzystałam oczywiście i zrobiłam delikatny makijaż.
Huhuhu, co my tu mamy. Perfum Michela. A psiknęłam się, aco.
Będę nim ładnie pachniała.  Bez przesady . Z PRZESADĄ .
Zeszłam na dół. Tyle drzwi, tyle pomieszczeń. Jeden chłopak.
Otworzyłam te na końcu korytarza. Jak się okazało weszłam do kuchni . Wow?
- No jesteś księżniczko, jedz. - Michael wskazał ręką na talerz z goframi, omnomnom.
Nawet go tutaj nie zauważyłam, byłam zbyt zafascynowana wyglądem tej kuchni.
- Widzę że lubisz ciemne kolory..a włosy masz jak tęcza - zaśmiałam się.
- Włosy to co innego niż to co jest wokół maleńka - podszedł do mnie - pachniesz mną. - mruknął wąchając kosmyk moich włosów. Zapomniałam wspomnieć że pryskałam perfumem na wszystkie strony?
- Podoba mi się to księżniczko - pocałował mnie  w policzek i wyszedł zostawiając mnie samą z talerzem gofrów.  Co właśnie się wydarzyło?

***
Talerz opróżniony a mój umysł wciąż zajmowała jedna cholerna myśl.
" W co on kurwa się bawi?" .
Usłyszałam dźwięk gitary elektrycznej, perkusję i śpiew.
Szłam w kierunku tego dźwięku. Doszłam pod czerwone drzwi, bez wahania je otworzyłam.
4 chłopaków, w tym Michael grali na gitarach  i śpiewali. No, to znaczy nie zupełnie.
Na gitarze grała trójka chłopaków. Taki szatyn, blondyn który też śpiewał i Michael. A drugi blondnyn z loczkami grał na perkusji. Czo to ma być?
Chyba mnie nie zauważyli bo kontynuowali dalej.

Po zakończeniu piosenka postanowiłam się odezwać.
- No brawo - skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Księżni.. Emilie? - Poprawił się Michel co mnie zdziwiło.
- Nie mówiłeś mi nic że masz zespół.
- MamY - poprawił chłopak z loczkami uśmiechając się w moim kierunku .
- Dobrze, przepraszam. Więc jeszcze raz. Nic nie mówiłeś mi że MACIE zespół - zatrzepotałam rzęsami na co chłopcy się zaśmiali. Prócz jednego, tego szatyna. Cały czas siedział cicho i bawił się struną od gitary. Nie raczył nawet się przywitać.
- Chłopacy to jest Emilie - Michael wskazał na mnie ręką. - Może byście się przedstawili idioci?
 - Jestem Luke ślicznotko - blondyn z mikrofonem w ręku odezwał się jako pierwszy, puszczając mi oczko. Jest bardzo przystojny, ale widać od razu że cwaniaczek.
- Ahston - uśmiechnął się miło w moją strone loczek.
- Calum - mruknął cicho szatyn nie spuszczając wzroku z gitary. Dziwny koleś.
- Słuchaj księżniczko - popatrzałam na Michaela - Dzisiaj mamy koncert - zrobił skwaszoną minę - jedziesz z nami?- zapytał drapiąc się po karku.
- Jeszcze się pytasz?! - wydarłam się. - No pewnie że jade, jezuu a będziesz śpiewał?
- Raczej tak. - kiwnął głową.
- No to super ! O której?
- ZARAZ .
- O...mam jechać tak? - wskazałam na swój ubiór.
- A w czym problem? Na naszych koncertach przychodzą prawie sami ludzie ubrani w ciemne kolory. No chyba że jeszcze rozwrzeszczane faneczki z kisielem w gaciach .. -  prychnął.
- Ej ej, w każdym razie one cię kochają. Szanuj je - zwróciłam uwagę.
- Kochają moją kase - uśmiechnął się wstając.
- Daj spokój..kochają twój talent i to jaki jesteś - westchnęłam.
- A jaki ja jestem?
- Ty sam już to najlepiej wiesz - puściłam mu oczko wychodząc. Poszłam przejrzeć się w lusterku. W porządku.

***
- Lilie jedziemy! - Usłyszałam znajomy głos. To chyba ten blondyn..jak mu tam, Luke?
- Lilie? - zapytałam unosząc jedną brew do góry.
- A coś nie pasuje? Jesteś piękna i delikatna jak lilia wodna skarbie - puścił mi oczko.
Też mi podryw, na takie gadki pewnie wyrywa mnóstwo lasek do łóżka.
- Luke...Lukier - wybuchłam śmiechem.
- Lukier?
- No a jak, słodki aż za bardzo przesłodzony Lukier - zaśmiałam się mijając go w przejściu.
Wszyscy udaliśmy się do ogromnego czarnego auta. Wygląda jakby był dziesięcioosobowy .
Weszliśmy do środka. Bo jest dziesięcioosobowy idiotko..
Przez całą drogę chłopcy się wygłupiali i śpiewali, prócz szatyna. Postanowiłam napisać sms do Michaela i zapytać o niego. Tak więc wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam:
Ja - Dlaczego ten Calum siedzi tak cicho?
Po chwili mój telefon zawibrował.
M- Nie przejmuj się nim, zawsze zachowuje się tak w towarzystwie dziewczyn..normalnie zachowuje się jak my. Potrzebuje czasu x
Ja - Rozumiem..
M - Nie rozumiesz.
Zaśmiałam się głośno, tym samym zwracając na siebie uwagę wszystkich. Michael tylko pokręcił głową a później sam zaczął się śmiać.

***
- Daleko jeszcze? - jęczałam.- Ile można jechać na koncert?
- Jeszcze 10 minut piękna , wytrzymasz - powiedział Luke. Siedział obok mnie i ciągle się do mnie szczerzył. Mam coś na ryju czy jak? Ale uśmiech ma nieziemski, to muszę przyznać.
W pewnym momencie zaczęło nieziemsko cuchnąć .
- Ja jebiee...Ashton - Michael westchnął głośno.
- No wiem że jebiesz, w końcu to twoja sprawka  - loczek wybuchł śmiechem podobnie jak ja.
Każdy kto siedział przy oknie , otworzył je na oścież .
Smród nie ustępywał .
- Dobra, teraz serio. Który to? - Michael rozejrzał się po wszystkich. Siedzieliśmy w jakby boksie, kierował jakiś obcy koleś. Pewnie ich prywatny kierowca.
Spojrzałam na Luka który zatykał nos. Calum uśmiechał się patrząc w telefon. A Aston cicho chichotał, był cały czerwony ze śmiechu.
- Ashton naprawdę? Tylko na tyle cię stać? - w końcu odezwał się szatyn. No wreszcie!
- Powiesz mi ze zrobisz to lepiej?
- Hahahaha, no i wydało się! - Luke krzyknął śmiejąc się.
- Ale to nie ja..po za tym z takiego bąka powinno się być dumnym - Loczek tłumaczył się machając rękami w powietrzu. Reszta się śmiała.
- Dobra dobra, wszystko wiemy. - Michael.
Po paru minutach smród odleciał w pizdu. Jezu nareszcie, zaczynałam się już przyzwyczajać do tego smrodu HAHAHA.

***
Podjechaliśmy pod jakiś ogromny okrądły budynek. Wyglądał jak wielki tort dla olbrzyma .
Weszliśmy do środka, pełno ciemnych korytarzy. Weszliśmy do pomieszczenia w którym było dużo ubrań, jedzenia i sprzętów takich jak gitara czy mikrofon.
Chłopcy rzucili się na jedzenie. Później się przebrali.
- Za 5 minut na scenie - w głośnikach było słychać jakiś głos.
Chłopcy zaczęli szybko się ogarniać. Michael podszedł do lustra, natapirował pare kosmyków włosów i psiknął lakierem. Ach więc tak wygląda jego technika na tak świetną fryzurę.
- 3 minuty.
Ashton męczył się z czarnym butem Nike a Calum polerował gitarę. Zaś Luke siedział spokojnie na kanapie jak gdyby nigdy nic i bawił się swoim kolczykiem w wardze. Spojrzał na mnie i poklepał miejsce obok siebie na znak bym usiadła.
Tak zrobiłam.
- Dlaczego nie szykujesz się? - zapytałam.
Chłopak delikatnie się uśmiechnął jakby z pogardą.
- Jestem gotowy, cały czas byłem. - puścił mi oczko.
- Jesteś jedyny z nich, taki spokojny i ogarnięty.
- Zapomniałaś dodać że jeszcze nieziemsko przystojny i seksowny. Prawda
- Gówno prawda - prychnęłam krzyżując ręce na piersiach.
- Siku prawda - wystawił mi język. A to cwaniaczek.
Zaczęłam się śmiać.
- Minuta.
- Sraczka prawda - kontynuowałam .
- Ee.. klocek prawda - zaśmiał się podnosząc dupę z kanapy tak samo jak ja.
- 40 sekund.
Powoli wychodziliśmy z pomieszczenia.
- Kupa prawda - wzruszył ramionami zabierając gitarę.
- Kupsko prawda, oh serio? Koniec tego świństwa - zaśmiałam się.
- Świństwa to my możemy robić po koncercie, jakie tylko zechcesz i kiedy. - Po raz tysięczny w dzisiejszym dniu puścił mi oczko. Był taki słodki  i seksowny. Ale nie dla mnie. Jakoś bardziej...Michael jest inny..inny na swój sposób. Jezu kobieto przestań o nim myśleć! To drań który cię bzyknie i zostawi.  Nie prawda!
Kłóciłam się z własnym sumieniem.. Prawda prawda, nie widzisz tego jak ślini się na twój widok?
On nie jest psem..nie jest.. Poczekamy zobaczymy. Zobaczymy.
Chłopcy weszli na scene , mnie zaś pokierowano do pierwszego rzędu.
Fani piszczeli i darli się. W większości same dziewczyny. Wszystkie za bramką, tylko nie ja. Ja miałam ławeczkę przed bramką. Uśmiechnęłam się do Michaela. Po paru minutach ich gadania usłyszałam pierwsze dźwięki..spokojne dźwięki gitary.
Nagle wszystko jakby jebło i zrobiło się głośno. Na gitarze elektrycznej zaczął grać Michael, a AShton walił w perkusyjne bębenki .
Usłyszałam ten znajomy głos...Michael < moment trwa od 0:35 do 0:43 w linku jest zaznaczone>
Ma głos jak główny wokalista w Green Day .

** Po koncercie, inaczej 3 godziny później **
- Księżniczko teraz musimy jechać do studia, to znaczy do radia bo trzeba nagrać piosenkę i-
- Z chęcią posłucham.
- 3 godziny to nie za dużo?
- Zdecydowanie za mało.
Wszyscy szybkim krokiem wyszliśmy z budynku i wsiedliśmy do auta.
 Tym razem podróż trwała tylko jakieś 10 minut.
Weszliśmy do studia gdzie chłopcy usiedli na krzesełkach, a ja za kamerą.
Zaczęło się nagranie . Bardzo mi się podobało. Chłopcy mają wielki talent. W szczególności ten Luke, świetnie śpiewa. Ma taki męski głos i spojrzenie...powalające. Calum troszke jęczał, ale tylko troszkę. Michael wytłumaczył mi wcześniej że przy dziewczynach zachowuje się inaczej więc rozumiem.
Na końcu nagrania chłopcy odrzucili instrumenty które musiał pozbierać kierowca a sami wybiegli ze studia drąc się i skacząc jak małpy jacy są szczęśliwi że już koniec. Troche dzieciiiiiii.
Wyszłam ze studia z nadzieją udania się do domu. Mała przeszkoda. Każdy był otoczony fankami. OSOBNO.
Podeszłam do grupki dziewczyn które rozmawiały z Michaelem. Nawet mnie nie zauważył..żałosne. W pewnym momencie jakaś gruba ryba zaczęła śpiewać, a Michael wpatrywał się w nią jak w obrazek. Co to ma być? Jezu..i tak śpiewać nie umie. Moja babcia pod prysznicem kiedyś robiła to o wiele lepiej. A on gapił się na nią jak na cudo. Dlaczego ja jestem zazdrosna o tego dupka?! Bo go kochasz.
Hahahaha, całkiem dobry żart. Zobaczymy za pare dni kiedy nie będziesz mogła przestać o nim
myśleć. NIE.
No ile można? Oparłam się o jakiś samochód. To trwało i trwało.. z resztą niech każdy sam zobaczy. Nawet nagrałam to badziewie. Śliniące się dziewczynki do Michaela. O boże..
https://www.youtube.com/watch?v=qlc2EPEUTnE
NIE! STOP! MOMENT! Nie jestem zazdrosna, to nie są śliniące się dziewczynkia  fanki które zasługują na szacunek. Dziewczyna śpiewa ładnie . Cofam wszystkie obraźliwe rzeczy na ich temat. Lecz na Michaela nie.

***
Dość tego! No ile kurwa można. Naprawdę rozumiem 5 czy 10 minut ale nie pół godziny! Nie, w sumie to już godzina. Idę stąd.
Oderwałam się od auta i szybkim krokiem poszłam w nieznanym mi kierunku.
 Szłam jakąś ciemną uliczką gdy ktoś nagle rzucił mną o ziemię, patrzałam z góry. Mało widziałam.
Ciemno tu. Ał boli. Moja głowa. Nieznajomy podniósł mnie za ubrania i przycisnął do ściany.
- No maleńka, teraz się zabawimy - wysyczał. Obleśny typ. Capiło mu z mordy alkoholem.
- Ja nie dziecko, nie potrzebuje zabawy - splunęłam mu w twarz.
- Nie pyszcz tak głupia uczo, wyrucham cię raz dwa i po sprawie - zaśmiał się w ohydny sposób. Zaczął szarpać moją koszulkę. Co za drań.. szarpałam się z nim.
Usiłowałam odepchnąć go od siebie z całej siły, pomocy? Poczułam łzy spływające po moim policzku. Płakałam. Płakałam a wręcz łkałam jak małe dziecko prosząc o pomoc. Kogo? Co mam mu powiedzieć? Zostaw mnie? Ponieważ się boję. Dostałabym tylko w twarz. Teraz oczekiwałam najgorszego...zaraz ściągnie mi spodnie, swoje już ściągnął. Nie patrz w dół, nie patrz w dół.
 Ej, co jest? koniec zabawy? Na tym polegała jego zabawa? Otworzyłam oczy.
Michael nawalał pięściami pijaka i kopał w podbrzusze . No ładnie.
Za to ja nie potrafiłam powstrzymać płaczu i płakałam jak mała dziewczynka..zagubiona w swoim ..mieście.
Dlaczego ciągle to mi przytrafiają się takie okropne rzeczy? Miałam ochotę wykrzyczeć to całemu światu. Wszystkim, co myślę o pijakach  i napaleńcach. O tym jak bardzo nienawidzę swojej pojebanej rodziny jeśli rodziną można to nazwać. O tym jak bardzo chciałabym zniknąć, zapaść się pod ziemie..umrzeć..cokolwiek.
Michel kucnął przede mną patrząc na moje ręce. Sprawdzał czy mam jakieś siniaki. Tak myślę.
- I znowu ratuje ci dupe księżniczko - westchnął cicho.
Nie potrafiłam opanować już płaczu.
- Księżniczko? Ty płaczesz? - zdziwił się. Tak, przecież to takie dziwne że księżniczka też ma uczucia.
Że ją też boli.


***************************************************************
No ja tak bardzo chciałam pisać dalej! Ale to idealny moment na zakończenie. :)
Komentować obserowować,cokolwiek. :) Enjoyyyy


niedziela, 20 kwietnia 2014

1.

                                                                  *** Emilie ****

Szłam sobie spokojnie przez park dopóki nie usłyszałam szczekania psa. Tak, wiem. Kto by bał się psa.
Ale myślę że groźnego rottweilera każdy by się bał. Gonił mnie. Zaraz co? Zmierzał z tym zębatym pyskiem  w moją stronę a ja sobie stoje i myślę? Tak wiec zaczęłam spieprzać przed siebie. Biegłam nie patrząc dokąd dokładnie. Nie zwracałam uwagi na to że jestem już po za parkiem i wkraczam na tereny wodniste których unikam i nienawidzę z całego serca. Obejrzałam się za siebie, w sumie ciągle patrzałam za siebie i sprawdzałam jaką odległość dzieli pysk psa od mojej biednej dupy. A miało być tak pięknie, miałam iść na imprezę. Wszystko chuj strzela jak zwykle. Poczułam że lecę w dół. Ej co jest?
Mokro. Bardzo wszędzie mokro. Jestem w wodzie. Pod wodą. Dusze się. Znowu...
Macham rękami i nogami na wszystkie strony mając nadzieje że to w czymś pomoże. Na nic.
Braknie mi powietrza. Poddaje się. Po co dalej się starać? Ja umieram..
Ktoś łapie mnie w talii i podnosi na wierzch wody. Nie dobrze mi. Ciemno..ciemno wszędzie. Nie żyje?

***
- Ej , obudź się księżniczko - Ktoś klepał mnie po policzku. Otworzyłam oczy. Moja głowa znajdywała się na kolanach jakiegoś kolesia z kolorową czupryną.
Automatycznie się podniosłam.
- Co Ty kurwa robisz?! - krzyknęłam.
- Usiłuję Cię obudzić? W sumie już nie trzeba. I może ciszej trochę .. - Warknął zły chłopak.
- Ale jak widzisz już jestem obudzona.. czemu ja byłam pod wodą? To Ty mnie tam wrzuciłeś?! - wrzeszczałam. Mało pamiętam. Ej ! Właśnie. Miała być impreza. Co z nią?
- Porąbało cie?! - syknął wstając - Kurwa, ja ci ratuje dupe a ty jeszcze do mnie z mordą? Chyba nie wiesz do kogo mówisz księżniczko - Jego oczy dziwnie pociemniały.
- Ej, spoko już nie denerwuj się tak. Przepraszam - spuściłam głowę w dół. - Więc co ja tam robiłam?
- Myślisz że wiem? Widziałem tylko jak leciałaś, wiesz jak to wyglądało? - Chłopak zaczął się śmiać.
- DObra mniejsza już o to, jak się czujesz? - zapytał nieco łagodniej.
- W miarę. Zaraz...zaraz...ja.. mogłam umrzeć prawda? - popatrzałam mu w oczy. Dopiero zauważyłam jaki ładny kolor mają. Głęboka zieleń w odcieniach...hahaahah co ja gadam. Uratował i zniknie.
- Mało brakowało. - Odpowiedział obojętnym tonem. - Dobra, wstawaj księżniczko. - Podniósł mnie z ziemi podając mi mój telefon.
- Skąd go masz? Kto pozwolił Ci go tknąć? I nie nazywaj mnie księżniczką .. - Otrzepałam się z piachu. Tylko po co jak i tak jestem cała mokra?
- Nie takim tonem kurwa..- syknął znowu. Co z nim nie tak? - Będę nazywał Cię jak ja tego chce rozumiesz? Po za tym jak mam do Ciebie mówić skoro nie wiem jak się nazywasz? - Zrobił minę typu " Are you fucking kidding me?" - Gdzie tu logika .. - westchnął.
- Emilie  , a kim ty jesteś żebym nie mówiła do ciebie "takim tonem" - zapytałam z wyższością w głosie.
- Kimś o kim możesz pomarzyć w łóżku.. - puścił mi oczko. Co za gnój. - A teraz chodź. - Złapał mnie za rękę.
- Gdzie? - zapytałam. Gdzie on mnie ciągnie?
- Do raju .. - prychnął pod nosem , śmiejąc się. Wpakował mnie do jakiegoś czarnego auta. Luksusowe. Bardzo.
- Jeśli myślisz że zgwałcisz mnie i zabijesz to grubo się mylisz.
- Co Ci po tej ładnej główce chodzi? I pustej.. - zaśmiał się odpalając auto. - Teraz tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.. - dodał po cichu. Myślał że tego nie usłyszę? Coś nie wyszło.
Dlaczego ja do cholery mu uległam? Przecież miałam iść na imprezę a nie włóczyć się z jakimś.. nie dobra..koniec tego. Siedzę cicho. Bo przecież do niego nie wolno takim tonem.

***
Stanęliśmy przed jakims sporym budynkiem. Ugh, sory to willa.
Bardzo ładna. O takiej mogłam tylko pomarzyć.
Wysiedliśmy z auta. I weszliśmy do środka.
- Chodź, przebierzesz się. - powiedział cicho.
- Słucham?
- A co, zamierzasz chodzisz mokra? Wiesz jak dla mnie spoko, w sumie fajne kształty ci odstają - uśmiechnął się szyderczo. Co za debil.
Skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Dupek - syknęłam.
Chłopak stanął powodujac że wpadłam na jego plecy.
- Co powiedziałaś?
- N-nic . - Patrzył na mnie teraz...czarnymi oczami. To już nie był ten chłopak co godzinę temu.
- Powtórz to kurwa... no dalej! - krzyknął przyciskając mnie do ściany. Jęknęłam z bólu. Co on robi?
- D-dupek - jęknęłam cichutko - przepraszam - dodałam.
Puścił.
- No, lepiej. Na przyszłość pamiętaj jak do mnie się zwracasz kocie - przygryzł dolną wargę po czym wprowadził mnie do ogromnej sypialni. Ładnie pachnie.
Otworzył szafę i podał mi szare dresy i czarną koszulkę z logiem Nirvany .
- Tam jest toaleta, idź się przebierz .... księżniczko - wskazał palcem na białe drzwi. Weszłam do środka. Jedyne co udało mi się wykrztusić to " WOW" .  Ładnie tu .
Ściągnęłam z siebie mokre ubrania i rzuciłam w kąt. Nie będą mi już potrzebne. Ubrałam ubrania chłopaka którego w dalszym ciągu imienia nie znałam . Zauważyłam grzebień więc przeczesałam grzywkę i zeszłam na dół.
Siedział na kanapie i grał na gitarze. Dobrze mu to wychodzi.
- Nie wiedziałam że grasz.. - powiedziałam .
- Nie ładnie tak się skradać - zaśmiał się.
- Ja po prostu cicho szłam mistrzu, jak masz na imię? - zapytałam siadając obok. Chłopak odłożył gitarę i popatrzał się na mnie. Zmierzył mnie wzrokiem.
- Michael, ładnie wyglądasz. - Zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. - I jeszcze pachniesz mną, idealnie księżniczko - wyszeptał mnie do ucha gilgocząc ustami jego płatek. Przeszedł mnie dreszcz. Dziwnie na mnie działa. Sposób w jaki mówi...STOP. Maleńka uspokój główkę.
- A więc Michael - odsunęłam go od siebie kładąc ręce na jego klatce piersiowej. - Zawieź mnie do domu.
- Nie.
- Jak to nie? - oburzyłam się.
- Po prostu, nie.
- To po coś mnie tu przywiózł, jezu. Cześć - wstałam z zamiarem odejścia lecz uniemożliwił mi to ból na nadgarstku. Michael przyciągnął mnie do siebie powodując że upadłam na jego kolana. Poprawił mnie jak małe dziecko i posadził na sobie okrakiem przodem do siebie.
- C-co Ty robisz?
- Muszę coś zrobić..uświadomić Tobie że.. - przyssał się do mojej szyi. Co on robi? Usiłuję go od siebie odepchnąć lecz na nic. Ej..całkiem miło. Ałć! Ugryzł mnie.
- Ałł...Michel przestan - syknęłam z bólu.
Chłopak kawałek oddalił usta by polizać to co tam narobił i przetarł opuszkiem palca.
- Co Ty zrobiłeś? czemu to tak piecze? - pomasowałam obolałe miejsce.
- Sama zobacz - ruchem głowy wskazał na wiszące na ścianie lustro. Podeszłam do niego . Spojrzałam na szyję. O MÓJ BOŻE! Miałam ogromną malinkę. Cała czerwona.
- Michel co to?! Czemu to zrobiłeś? - krzyknęłam. Chłopak podniósł się na nogi. Ojć.
- Michel? - oblizał usta. - Brzmi spoko, jak to co? Teraz nikt się już do Ciebie nie zbliży księżniczko. Jesteś moja - uśmiechnął się z pogardą.
- O czym Ty mówisz? Jesteś jaki popierdolony człowieku, lecz się nara - Wyszłam trzaskając drzwiami.
Szłam przed siebie nie zwracając uwagi na to ze co raz bardziej oddalam się. Nie wiem gdzie jestem. Nie znam tej dzielnicy. Londyn to nie małe miasto..
Poczułam coś mokrego na nosie, ptak na mnie nasrał? Nie.. no super.. to "tylko" deszcz. Po minucie lało niesamowicie. Zmokłam jak szczur. Pomimo tego szłam dalej przed siebie.
Po chwili podjechało do mnie znajome czarne auto. Westchnęłam. Znowu on?
Uchyliła się szyba.
- Wsiadaj księżniczko - zmierzył mnie wzrokiem. - Oj spuścić się na chwile z wzroku i już mokra. Nie ładnie - pokręcił głową.
- Przestań mówić do mnie księżniczko! - krzyknęłam tupiąc nogą.
- Kiedy tak się zachowujesz, a po za tym księżniczka brzmi lepiej niż Emilie. Wsiadaj - powiedział.
- Nie. - szłam dalej a on jechał wolno obok mnie.
- Nie będę tysiąc razy powtarzał, wsiadaj albo Ci pomogę - warknął.
Jezu, znowu zaczyna.
Wsiadłam do tego cholernego auta i odjechaliśmy.
- Gdzie tym razem? Do Twojego domu? Kolejna malinka? Bo jedna nie starcza prawda? najlepiej tak mnie niszczyc po kolei, emocjonalnie i fizycznie. Mnie i moje ciało. Sprawia Ci to radość? Wiesz jak to boli? Może z początku faktycznie jest całkiem przyjemnie ale jak już gryziesz to umieram - wymachiwałam rękoma w powietrzu a Michael się śmiał.
- Z czego się śmiejesz? - warknęłam ilustrując dokładnie jego zarys twarzy. Przystojny .
- Z Ciebie księżniczko, słodko się denerwujesz. Ale teraz się ucisz zanim dostanę nerwa przez Ciebie - powiedział. Dobra..siedziałam cichutko jak myszka.
- Dokąd mnie wieziesz?
- Do Twojego domu - mruknął.
- Nie zapytasz gdzie mieszkam? - zdziwiłam się.
- Nie.
- Więc ja-
- W Twoim telefonie jest wszystko kochanie. Siedź już cicho - powiedział znudzony.
Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Wysiadłam, no nie całkiem. Pociągnął mnie z powrotem za rękę.
- Co znowu? - warknęłam.
- A buzi na pożegnanie? - zrobił minę zbitego szczeniaczka.
- Chyba sobie kpi- Nie było dane mi dokończyć gdy usta chłopaka wylądowały na moich. Odwzajemniłam pocałunek z przyjemnością. Co? Z przyjemnością? Emelie serio? Oderwaliśmy się od siebie.
- Teraz możesz iść, do zobaczenia księżniczko. - Puścił mi oczko i odjechał gdy zamknęłam za sobą drzwi.
Stałam jak słup soli. Byłam w szoku. Jestem w szoku. Co to było? Dotknęłam opuszkiem palca swoich warg. Gorące jak jego.
Weszłam do domu nie zważając na to jak jestem ubrana.
- Gdzieś Ty kurwa znowu się szlajała? - usłyszałam rozgniewany głos ojczyma. Jezu...zaczyna się piekło. Znowu - A co to za ubrania? Ty szmato puściłaś się?! - wydarł tą głupią mordę rzucając się w moim kierunku.
Zaczęłam biec przed siebie po całym domu. Rzucając różne rzeczy pod jego nogi. Był już blisko gdy przewróciłam wielką lampę powodując że tępy chuj się wywrócił. Prychnęłam z uśmiechem i wyskoczyłam przez okno. Wstał. Doganiał mnie. Był co raz bliżej. Ha! Auto jedzie, idealnie zdąże przebiec. A on nie.
Przebiegłam przez drogę wskakujac w jakieś krzaki. Wyciągnęłam z kieszeni dresów telefon. Chciałam zadzwonić po policję gdy nagle w kontaktach rzucił mi się opis " AMichel" Zapisał swój numer na samej górze.. no nieźle.
Nie myśląc nad tym co robię kliknęłam " zadzwoń" . Po chwili usłyszałam jego zachrypnięty głos.
- Pomóż mi. - szepnęłam.
- Kim jesteś...księżniczka?
- Tak kurwa. Pomóż mi słyszysz ? Proszę Cie Michel.. - szeptałam.
- Dlaczego szepczesz?
- Mój ojczym chce mnie zatłuc.. on.. znowu. . - poczułam napływające mi do oczy łzy które od razu starłam .- Jestem obok mojego domu, w ogromnych krzakach koło żółtego budynku. Przyjedź, proszę..pomóż mi. - płakałam do telefonu. Tak. Teraz już płakałam, nie bałam się okazania słabości. Miałam powód.
- Za minutę jestem.
Rozłączył się.

- No chodź tu suko, niech ja Cię tylko znajde... zapierdole cie na samym początku mała kurwo..- głos ojczyma robił się co raz głośniejszy. Zblizał się. A ja zmęczona mocno oddychałam. Zatałam sobie usta gdy zbliżył się na niebezpieczną odległość. Starałam się oddychać jak najciszej. Odszedł..Nie..
Ałłł! Boli. Ciągnie mnie za włosy. Rzuca mną o chodnik. Czekam na kolejny cios przyciskajac powieki. Lecz nic takiego się nie dzieje. Otwieram jedno oko. Rejestruje wszystko dokładnie dookoła. Otwieram drugie oko. Michael okłada pięściami mojego ojczyma który powoli traci przytomność. Z nosa sączy mu się strumień krwi. Podobnie jak z wargi oraz brwi.
- Michel, starczy. Naprawdę, zabijesz go! - złapałam za ramię wściekłego chłopaka.
- Nikt, rozumiesz kurwa? Nikt nie będzie dotykał w taki sposób mojej księżniczki - Krzyknął kopiąc w brzuch leżącego chuja. Splunął na niego i odwrócił się w moją strone. Z wargi leciała mu krew.
Nie myśląc o niczym rzuciłam mu się w ramiona i płakałąm jak małe dziecko. Przytulił mnie..szeptał mi do ucha gładząc moje włosy. Czułam się przy nim taka bezpieczna.
 - Nie wrócisz dzisiaj do domu księżniczko - szepnął całując mnie w czoło.
- Ale-
- Zostaniesz u mnie. - Powiedział biorąc mnie na ręce. Nie rozumiem, przecież umiem chodzić. Ale nie odzywam się żeby go jeszcze bardziej nie zdenerwować.
Wsadził mnie do auta na miejsce pasażera. Sam wsiadł przed kierownicę i odpalił samochód.
Przymknęłam powieki. Za dużo wrażeń jak na dzisiaj..najpierw ten pies, potem woda, omało nie tracę życia. Denerwujące Michael, malinka, potem ojczym a teraz ratujący mnie Michael. On cały czas zmienia nastrój. Nie rozumiem go. Raz się go boje a zaraz potem nie chcę go puścić..powoli odpływałam...
Zasnęłam.

*********************************************************
Dobra dobra, koniec. Podoba się?:D
Trochę długo pisałam, ale dobra, ważne że w ogóle jest. Mam nadzieje że wam się spodoba.
Jeśli tak to liczę na komentarze :))