- I znowu ratuje ci dupe księżniczko - westchnął cicho.
Nie potrafiłam opanować już płaczu.
- Księżniczko? Ty płaczesz? - zdziwił się. Tak, przecież to takie dziwne że księżniczka też ma uczucia.
Że ją też boli.
Pomińmy te wszystkie scenki z powrotem do domu. Do domu Michaela. Znowu.
Pomińmy też to ile łez wypłakałam...ile razy Mikey mnie przytulał i uspakajał . Ile razy denerwowała mnie myśl dlaczego nie potrafię puścić jego mokrej od moich łez koszuli. Ile raz-
- Emilie.. - Usłyszałam nad swoim uchem. Leżałam na ogromnym jak zawsze ładnie pachnącym łóżku Michela.
- No? - mruknęłam nie odrywając twarzy od poduszki.
- Myślę że powinnaś...powinnaś coś zjeść - Dziwne, Michaś się jąka. Coś jest na rzeczy.
- Myślenie nie jest chyba Twoją dobrą stroną..
Wyobrażałam sobie jak wściekłą minę musiał w tym momencie zrobić. Zapewne zacisnął usta w wąska linię, ścisnął pięści , jego oddech znacznie przyśpieszył a po głowie chodziła mu myśl: pierdolnąć jej w ryj czy nie pierdolnąć. Gdyby wybrał to pierwsze, nie mam nic przeciwko. Nic już mnie nie zdziwi w tym popieprzonym świecie.
- Jeśli zmienisz zdanie , zejdź na dół. - Powiedział oschle i wyszedł lekko trzaskajac drzwiami.
Cicho prychnęłam. Po chuj to wszystko? Po chuj moje życie? Po chuj ja żyje? Może jestem tylko błędem?
Może miałam być kimś innym..a może po prostu nie powinnam się urodzić?
Przecież równie dobrze mogłoby być tak że ..tatuśkowi pękła gumcia, lub w ogóle jej nie ubrał.
Mogłam nie być w planach. Pewnie nie byłam. Poczułam delikatny skurcz w brzuchu. Cholera, akurat teraz? Chyba jednak przejdę się na dół. Wstałam z łóżka poprawiając włosy , nasunęłam na stopy swoje czarne conversy i już zamykałam drzwi..już stałam przed schodami gdy do moich uszu dobiegła czyjaś rozmowa.
- I co Mikuś, bzyknąłes ją już? Dobra jest? Ojebała Ci kolbę? Jeśli tak to też chętnie ją wypróbuje - Słyszałam czyjś głos. Znajomy..to był..Luke? Przecież to niemożliwe. On taki nie jest..przynajmniej, tak mi się wydawało.
- Daj spokój Luke, ty tylko o jednym..- Michael westchnął cicho.
- Powiesz mi ze ty niby nie? Więc jak?
- Nie, nie przeruchałem jej JESZCZE. - Słowo " jeszcze" specjalnie podkreślił. Co to miało znaczyć? Mam się czegoś spodziewać? Co on sobie wyobraża? To wszystko po to żeby mnie ..Boże..jaka ja głupia byłam.
- To sprężaj się z tym..nie tylko ty o tym myślisz - Luke zaśmiał się.
- Na razie nie da rady, sam widzisz w jakim jest stanie..krok po kroku - Michael zaśmiał się cicho.
O nie. Wycofałam się do pokoju. Usiadłam na łóżku chowając twarz w dłonie. Poczułam że moje ręce robią się mokre. Od łez? No nie, znowu te cholerne łzy. Dlaczego mnie to wszystko spotyka?
Niewiedząc co robić weszłam do łazienki, spojrzałam do lustra.
- Cześć naiwna księżniczko - prychnęłam sama do siebie patrząc w swoje odbicie w lustrze. Czarna kropla łzy spływała mi po policzku..tusz się rozmazał, wszystko się rozmazało. Gówno mnie to obchodzi, chce zniknąć.
Otworzyłam szufladkę pod lustrem, znalazłam w niej damski perfum....żyletki...stanik?...maszynke do golenia. Chwila chwila...cofnijmy się. Żyletki?
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Cześć moja przyjaciółko, musisz mnie wesprzeć..potrzebuje twojej pomocy. Ty jedna mnie rozumiesz - łkałam do żyletki uśmiechając się jak psychicznie chora osoba.
Zdjęłam z siebie bluzkę, i spodnie. Zostałam w samej bieliźnie. Weszłam do kabiny prysznicowej. Usiadłam w jej kącie, przygryzając wargę. Pociągnęłam żyletką po nadgarstku, ta cholerna przyjemność..ten ból...ten smak i widok. Zrobiłam kolejną piękną kreskę. Na obydwóch pojawiły się małe czerwone kropeczki które z każdą sekundą robiły się coraz większe i coraz bardziej wyraziste .
- To za twoją cholerną naiwność Emilie .. - szepnęłam. Żyletką wyryłam krzyż na obojczyku, syknęłam z bólu przygryzając mocno wargę . Poczułam ten słony smak krwi w ustach.
- To za to że mu zaufałaś..- Kolejna na ramieniu - Za to że nie potrafisz nic zrobić...głupia nieudacznico - Ostatnie bardzo mocne pociągnięcie na nadgarstku, prosto na żyle. - To za to ze żyjesz suko! - krzyknęłam dławiąc się własnymi łzami. Płakałam tak bardzo...tak bardzo mocno. Czułam się coraz słabsza i mniej widoczna. Pociągnęłam za prysznic , włączyłam go i spryskałam swoje ciało, syknęłam . Uwielbiam zadawać sobie ból, boli coraz bardziej. Szczypie jak cholera. Chcę umrzeć. Tyle cierpienia w ciągu głupich osiemnastu lat, w życiu nie pomyślałabym ze mogę czuć się gorzej niż wtedy gdy dostawałam po twarzy od ojczyma . Czy wtedy gdy moje ciało było bezczelnie obmacywane ..tak samo przez tego chuja.
Po co to robisz? w mojej głowie odzywał sie nieznany mi głos. Jak to po co? Po to by zapomnieć..
O czym chcesz zapomnieć? O tym ze żyje..że czuje. To głupie. Nie dla mnie. Jak chcesz..
Przez całe moje pieprzone życie posługiwano się mną jak zabawką, wszyscy myśleli że nie mam uczuć. Że nie czuję zadawanego mi bólu, że nie wiem jak to jest kochać.. że ja nie cierpię. Że jestem jebaną lalką porcelanową. Szkoda tylko ze nikt nie wiedział że gdy taką lalkę zbyt mocno się potraktuje...ona pęka, niszy się od zewnątrz.. kończy się na środku ..kończy się nadzieja, nie da się odratować takiej lalki. Robi się brzydka i zniszczona, czują że jej nie potrzebują więc wywalają ją do kosza..lub po prostu odstawiają na bok i zapomniają. To takie przykre..
Ja ciągle myślę w pełni. Otworzyłam oczy po to by zaraz je zamknąć, ale po co? Otwieram je znów. To co właśnie mnie otacza jest piękne i prawdziwe, wyraża dużo uczuć. Wyraża to co czuję JA. Nikt inny.
Zaparowane szyby które można przywrócić do normalności tylko od środka. Wszędzie krew zmieszana z wodą, zmieszana i zagubiona. Niedobrze mi, tak bardzo mi niedobrze . Odpływam..nic już nie wiem, nic nie widzę...nic nie słyszę. Umarłam? Chcę otworzyć oczy nie mogę.. coś mnie oślepia, czuje czyjeś zagłuszone krzyki i nawoływanie mojego imienia. To wszystko ta bardzo ode mnie się oddala..odchodzi..Zniknęło. Ja zniknęłam. Nie Emilie, pewna część ciebie zniknęła, ale ty jeszcze jesteś.
Biegłam przed siebie, nie wiem po czym na czym i gdzie. Co chwile coś się zmieniało, wszystko wokół wirowało. Raz było ciemno i ślepo a raz zbyt jasno, także ślepo. W końcu przede mną ukazała się ogromna łąka, dwukolorowa. Była przedzielona na dwie części. Jedna cała szara..ciemna..spustoszała, brzydka.. zniszczona i spalona. A druga? Piękna, kolorowa, żywa.. pełna energii . I życia.
O co chodzi? Jestem w niebie? Czy może się naćpałam?
- Emilie kochanie, od ostatniego razu ..4 lata temu.. bardzo się zmieniłaś. Obserwowałam cię przez ten cały czas, byłam zawsze przy tobie, wiem co się działo..wszystko widziałam, cały czas czuwałam. Ale nic więcej nie potrafiałam zrobić. Nie mogę się zmaterializować choćbym bardzo tego chciała, lecz nie o tym mowa. Musisz wybrać swoją ścieżkę skarbie - słyszałam bardzo mi znajomy i stęskniony głos. Babcia..
- Babciu? to Ty? gdzie jesteś? - rozglądałam się dookoła.
W końcu ujrzałam posturę starej kobiety o jasnej cerze. To babcia..moja babcia która opuściła mnie 4 lata temu. Dokładnie wtedy wszystko się zmieniło. Matka poznała ojczyma.. on się wprowadził..udawał że wspiera kiedy naprawdę niszczył mnie pod każdym względem. Kobieta podeszła do mnie i ujęła moją twarz w swoje pomarszczone lecz ciepłe dłonie.
- Musisz wybrać..- uśmiechnęła się do mnie ciepło, pocierając kciukiem moje policzki.
- Ale co? - szepnęłam.
- Spójrz - odwróciła się do mnie tyłem wskazujesz na ciemną część łąki. - Jeśli pójdziesz tam, wybierzesz śmierć...znikniesz lecz będziesz przy mnie. Zaś jeśli pójdziesz tam - teraz pokazywała tą piękną łąkę - Wrócisz do życia, obudzisz się, rozumiesz.. Masz mało czasu, wciąż walczysz o życie które w tej chwili znajduje się w twoich rękach. Sama zdecydujesz czy chcesz żyć.
- Nie chcę. - Powiedziałam stanowczo - Nie mam po co..
- Kochana, masz! Wiem że bardzo cierpisz, ale wiem też że mama cię bardzo kocha i nie wytrwa bez ciebie.. musisz żyć. Teraz cierpisz, ale to wszystko odnajdzie swój koniec. To się skończy, obiecuję ci to. Przysięgam. W końcu na wszystko przychodzi czas. I na cierpienie, odnajdziesz się w świecie. Odnajdziesz prawdziwe szczeście, nie będziesz tkwiła w tym bagnie co teraz.. - Wciąż mówiła. - Jesteś zbyt młoda kochaniutka. Masz dużo czasu..
- Chcę być przy tobie babciu - powiedziałam.
- Oj kochana.. jeszcze ze mną się nasiedzisz, kiedyś i na ciebie przyjdzie czas.. ale to bardzo odległe kiedyś. Potem będziesz ze mną bardzo długo. Nie martw się o to.. masz mało czasu pamiętaj. Kocham cię wnusiu - zniknęła.. gdzie ?
- Babciu! - krzyknęłam podążając za oddalającą się poświatą. - babciu zaczekaj, nie jestem pewna! - Stanęłam. Będę żyć, zrobię to dla babci. Bez zastanowienia weszłam na piękną stronę . Wszystko zaczęło się poruszać i trząść. Moja głowa..boże ale boli. Wszystko nagle zgasło i ucichło. Znajdowałam się w pustce.
- Emilie Darcy Walker... jesteś pewna swojego wyboru? - Usłyszałam mocny zniekształcony głos.
- Tak.
- Więc walcz ..- obudziłam się.
- Księżniczko - usłyszałam . Ktoś trzymał mnie za rękę. Otworzyłam oczy. Michael. Autmatcznie wyrwałam rękę z jego uścisku. Kurde, błąd. Zabolało.
- Ałłłł - syknęłam.
- Nie ruszaj się, jesteś cała...pocięta - powiedział zmartwionym głosem. jasne, na przedstawienie. Póki co jestem nie do dyspozycji , nie porucha. Przykro.
- Wyjdź - powiedziałam szorstko.
- Dlaczego?
- Po prostu wyjdź, zostaw mnie w spokoju. Co ja ci takiego zrobiłam żebyś traktował mnie tak podle? Nienawidzę cie.. - szepnęłam przez łzy. Jezu znowu ten płacz.
- O co ci kurwa chodzi? - podniósł się.
- O gówno, myślisz że nie słychac było twojej rozmowy z tym blond-zjebem Lukiem? - krzyknęłam słabo.
Chłopak przeczesał ręką włosy wzdychając.
- Co? teraz dłużej będziesz udawał aniołka by przeczekać ten mój... bolesny okres a potem mnie przelecisz i zostawisz?
- Nie tak...nie tak bym się ..nieważne - usiadł z powrotem - zapomnij o tym.
- Nie, o takich rzeczach nie można zapomnieć. To Twoja wina ..
- Emilie... nie powiedziałem niczego złego, Luke to.. on.. on lubi dziewczyny, nawet bardzo. Ale tylko na jedną noc, nie jestem taki jak on. No..to znaczy kiedyś byłem. Do czasu aż cię poznałem. Odmieniłaś coś we mnie, przez ciebie czuje się inaczej. To..to jest - Niemożliwe. Michael się jąkał. - Bardzo dziwne, ale czuje że .. Kurwa , prościej mówiąc. Ciągnie mnie do ciebie, bardzo cię lubię..nawet bardziej niż bardzo..heh - zaśmiał się - Nie moge pokazać Lukowi ze się zmieniłem, wyśmiałby mnie. Wszystko krok po kroku, księżniczko obiecuje.. przepraszam za to jak bardzo cię skrzywdziłem. Wiem że to wszystko przeze mnie, przezemnie o mało nie umarłaś. Przepraszam za wszystko, totalnie za wszystko. Żałuję tego, nie wiesz nawet jak bardzo. Wiem że nie chcesz mnie znac, nie chcesz mnie widzieć. Ale ja nie odpuszcze...nigdy.
Zależy mi na TObie.
- Mi na Tobie też...Michel - uśmiechnęłam się słabo, chwytajac jego dłoń w swoją.
- To znaczy ze..? - Popatrzał na mnie z nadzieją.
- Wybaczam Ci , przepraszam za tą scenkę.. - Poddałam się, pomimo tego że dalej byłam zła na niego wybaczyłąm mu. Nie wiem dlaczego, może dla świętego spokoju? Jednak czuję że zależy mi na nim.
Przez to wszystko zapomniałam wspomnieć że leżę pod kroplówką w szpitalu.
- Kiedy stąd wyjdę? - zapytałam.
- Pojutrze.. - westchnął - Muszę się już zbierać księżniczko, odwiedzę cię jutro - wstał , pocałował mnie w czoło i wyszedł. Super.
& Michael &
Szłem do góry po to by sprawdzić co z moją księżniczką. Nie było jej w pokoju więc wszedłem do łazienki. To co zobaczyłem zbiło mnie totalnie z tropu. Doskonale wiecie co widziałem. Chciałem tylko powiedzieć że to było straszne.... nawet głupi Luke się martwił. Dobre nie?
Nigdy więcej czegoś takiego.
**** 2 dni później ****
- Masz już wszystko? - Calum zapytał łapiąc w ręce moją torbę. Skinęłam głową. Wyszliśmy.
Po paru minutkach byłam juz na miejscu, pod domem Michaela. Sam zadecydował że koniecznie muszę zostać u niego na pare dni i dojść do siebie.
Nie sprzeczałam się bo nie miałam na to siły.
Leżałam razem z Michelem na łóżku. Leżałam w samej bieliźnie, po kąpieli..nie wstydziłam się tego. Nie ma po co, przecież i tak już widział mnie pół nagą. Jedyne czego w tym momencie się wstydziłam do tych cholernych blizn.
- Cięłaś się już wcześniej? - Michael nagle wypalił, przerywając tą niezręczną ciszę.
- Tak.
- Dlaczego to robisz?
- Blizny na moim ciele to mój pamiętnik .. - szepnęłam wtulając się w tors chłopaka. Odwrócił mnie na plecy tak że teraz to on przywierał swoim ciałem do mojego. Czułam jego oddech na szyi, jest ciepło zapach i bliskość.
- Nigdy więcej tego nie rób - pocałował mój obojczyk z wyrytym krzyżem.
- Nie zrobię - pocałowałam go w usta. Sama nie wiem dlaczego. Przecież nie byliśmy parą czy coś w tym stylu.
- Obiecujesz? - spojrzał mi w oczy.
- Obiecuję - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Śpij już księżniczko - pocałował mnie delikatnie lecz czule. Tak jak tego chciałam. - Moja księżniczko - dodał zamykając oczy i wypuszczając powietrze.
************************
Z początku byłam dumna z rozdziału, lecz na końcówce się zawiodłam:(
Miało być ciut inaczej, ładniej. Ale nie mam już siły i ochoty by ciągnąć to dalej. Boli mnie głowa. Więc chyba odpuszczę, kolejny rozdział? Nie wiem kiedy. Komentujcie obserwujcie , czytajcie:)
supersuper chcę wiedzieć co wydarzy się później ;D nie sądziłam że tak szybko mu wybaczy ale dobrze robi ja bym zrobiła dokładnie tak samo.. jezu oni są tacy słodcy < 33
OdpowiedzUsuńale pamiętaj że Michael to imprezowicz bad boy! nie słodź mu charakteru :DDDDDDDDDD kocham cie kobieto pisz dalej
Widzę, że weny nie masz.
OdpowiedzUsuńStwierdzam po braku rozdziału już od jakiegoś pół miesiąca. :)
Jak tam u ciebie?
OdpowiedzUsuńPowodzenia życzę. :)
Oprócz tego weny życzę. :D